Nasz absolwent pisze
Nasze Statki Stulecia - typ B-54
28.10.2026 08:20Witam,
wspomniany typ B-54 kończy 'in absentia' 70 lat, a żeglugę handlową pod własną banderą uprawiamy na poważnie od lat STU.
Oto opowieść o naszych 'Statkach Stulecia', spisana przez ICH RÓWIEŚNIKA.
Statków było 35, w tym dwadzieścia naszych i 15 zbudowanych na eksport. Dwa z tych ostatnich trafiły pod cokolwiek 'egzotyczną' banderę lądowej SZWAJCARII!
Pozdrawiam - Wasz WMW stąd 🙂👽
Nasze STATKI STULECIA
DZIESIĘCIOTYSIĘCZNIK (typu B-54) - była to popularna nazwa statku o nośności 10 tys. ton, budowanego przez polski przemysł okrętowy. Statek przeznaczony był do przewozu ładunków drobnicowych. Poza drobnicą mógł przewozić ok. 800 t ładunków płynnych w postaci olejów oraz ładunki masowe, jak zboże czy ruda. Zasięg pływania bez uzupełniania zapasów wynosił 20 tys. mil morskich (ca. 37.000 km; 1 Mm = 1,8 km).
Wielkość statku wynikała z ustalonej nośności i zasięgu przy czym ograniczało ją zanurzenie, dopuszczalne ze względu na głębokość wody w portach polskich i chińskich, wynoszące 8,5 m. W ten sposób zostały określone główne wymiary i dane techniczne statku.
W kadłubie mieściło się 5 ładowni oraz siłownia, przed którą znajdowały się zbiorniki ładunkowe. Statek miał 2 pokłady ciągłe, z których niższy tworzył międzypokład ładowni, umożliwiający dogodny rozkład ładunków drobnicowych. Ładownie nr 2, 3 i 4 miały specjalnie długie luki, umożliwiające załadunek i przewóz dużych sztuk ładunków - jak szyny kolejowe, maszyny, autobusy itp. Wszystkie ładownie obsługiwane były bomami o nośności 5 t. Do operowania ciężkimi sztukami ładunków zainstalowano bom o nośności 50 ton (nad ładownią nr 2) oraz bom 25-tonowy (nad ładownią nr 4).
Napęd statku zapewniał silnik spalinowy firmy Fiat o mocy 8000 KM przy 125 obr/min., obracający 1 śrubę. Ponadto statek wyposażony był we wszelkie nowoczesne urządzenia i nie ustępował pod tym względem innym statkom tej kategorii budowanym w tamtych czasach na świecie.
Pomieszczenia mieszkalne załogi i pasażerów znajdowały się w sporej nadbudówce, umieszczonej na śródokręciu. Załoga liczyła 56 osób i zakwaterowana była w kabinach 1-, 2- i 3-osobowych (dla praktykantów). 12 pasażerów, których statek mógł zabierać, miało do dyspozycji 5 kabin dwuosobowych (w tym jedną luksusową) oraz 2 pojedyncze.
W budowę 35 jednostek typu B-54 zaangażowano wszystkie nasze duże stocznie produkcyjne: gdańską, szczecińską i gdyńską (ta ostatnia wyposażyła trzy statki przeznaczone na Kubę).20 statków trafiło pod banderę polską, piętnaście dalszych - na eksport, m. in. do ZSRS, na Kubę oraz do... Szwajcarii. Budowa dwudziestu statków dla naszej bandery potrwała w sumie nieco ponad TRZY TYSIĄCE dni.
Patronami polskich motorowców zostało szesnaście osób i cztery dalekowschodnie miasta (Djakarta, Hanoi, Pekin i Phenian). Wśród osób znalazły się trzy kobiety - Maria Konopnicka, Emilia Plater i Hanka Szapiro-Sawicka - oraz trzynastu mężczyzn od Joachima Lelewela po Janka Krasickiego.
Pod polską banderą handlową najpiękniejsze w historii żeglugi drobnicowce przesłużyły trzy dekady (1956-86), zdobywając dla PMH morza i oceany świata. W 1957 roku 'Nowotko' zawinął (jako pierwszy polski frachtowiec - w 22 lata po 'Darze Pomorza') do portów Japonii.
W roku 1961 'Konopnicka' padła w Gdańsku pastwą groźnego pożaru, w którym zginęły 22 osoby. Do eksploatacji weszła największa nośnością, po niemal całkowitej odbudowie, jako tzw. ochronnopokładowiec zamknięty i BEZ miejsc pasażerskich; w 1980 roku - już pod banderą ChRL - spłonęła doszczętnie w stoczni remontowej.
W 1964 roku załoga małego (!) 'Pekinu' wygrała wielką 'bitwę' z ogniem i... tajfunem (!) w Hongkongu; w 1973 roku ten sam statek odbył wielki rejs dookoła świata.Podczas swej służby statki i ich załogi musiały stawiać czoła m. in. wojnie ('Bolesław Bierut' i 'Djakarta' legły bezwładnie na Wielkim Jeziorze Gorzkim w latach 1967-75) i... pożarom. Jeden z nich - na 'Reymoncie' - pochłonął w kwietniu 1979 roku dwie ofiary śmiertelne z załogi tego motorowca (trzecią ofiarą stał się ostatni kapitan statku, który odebrał sobie życie po usłyszeniu orzeczenia Izby Morskiej w sprawie).
Dane techniczne: długość całkowita - 153,90 m; długość między pionami - 141,60 m; szerokość na wręgach - 19,40 m; wysokość do pokładu gł. - 9,50 m; wysokość do pokł. ochronnego - 12,55 m; zanurzenie - 8,34 m; nośność*) - 10.000 t; moc silnika głównego - 8000 KM przy 125 obr/min.; prędkość eksploatacyjna - 16 węzłów (29,6 km/h).
* - nośność średnia ca. 10.900 dwtOpr. Wasz wmw 🙂👽



Nasze Statki Stulecia
28.10.2026 08:17Moi Drodzy - zbliża się szósty listopada.W tym roku to 70-lecie przekazania do eksploatacji pierwszego z naszych Statków Stulecia - motorowego drobnicowca typu B-54 'Marceli Nowotko'.Nastąpiło to 6 listopada 1956 roku (w 47 dni po MOIM PRZYJŚCIU NA ŚWIAT!)Typ B-54 zapisał się rzetelnie w historii co najmniej PIĘCIU handlowych flot świata - obok dwudziestu naszych, 15 dalszych motorowców pływało pod banderami Chin Ludowych, Czechosłowacji (!), Kuby i Związku Sowieckiego. Zdobyły niejaką sławę: załoga sowieckiego Miednogorska ratowała w 1972 roku marynarzy że zbombardowanego w Hajfongu Józefa Conrada. Jeden z dziewięciu sowieckich statków typu B-54 podobno wciąż istnieje, jako obiekt szkoleniowy gdzieś nad Morzem Czarnym (?)Dwa statki typu B-54, przeznaczone dla odbiorcy z Francji, trafiły ostatecznie pod banderę handlową... lądowej Szwajcarii!Z naszych statków typu B-54 sporym zainteresowaniem cieszył się 'malutki' Pekin po jego sławnej, zwycięskiej bitwie z żywiołami w Hongkongu przed z górą sześćdziesięcioma laty.
Dwa inne statki - Bolesław Bierut i Djakarta - znalazły się w składzie sławetnej 'floty powiązanej w pęczki' (1967-75), w której potrafiono zorganizować w skali mikro najprawdziwsze igrzyska olimpijskie!...
Dla wielu z nas Nowotko i reszta - to najładniejsze kiedykolwiek zbudowane na tym świecie drobnicowce.
Uwaga: widoczne na jednej z ilustracji motorowce Andrzej Strug i Władysław Broniewski - to statki szczecińskiej kontynuacji typu, oznaczonej jako typ B-454. Jedyne, które trafiły pod naszą banderę; reszta odpłynęła zdaje się do ChRL i Indonezji.
Patron Andrzeja Struga życzył w swoim czasie SILNYCH WIATRÓW samemu transatlantykowi Piłsudski.
A Broniewski - to ten motorowiec, który o mały figiel byłby się przewrócił pod ciężarem lodu (!) w porcie gdyńskim podczas Zimy Stulecia (1978/79).
Pozdrawiam serdecznie - WMW stąd 🙂 👽
Ilustracje - to m.in. pocztówki z mojej sporej kolekcji (która w roku 2028 ukończy 60 lat!)
Mija rocznica krążownika 'Belfast'
22.10.2026 09:18Witam, moi Drodzy, to znowu ja, a raczej MY - obok mnie dzisiejszy Jubilat HMS 'Belfast' z... Belfastu. To największy z brytyjskich krążowników lekkich, zbudowany w 1939 roku w tej samej stoczni, w której 28 lat wcześniej zwodowano TEGO 'Titanica'. Nosi bajeczny numer budowy - 1000. Tuż po wejściu do służby o mały włos byłby zatonął po spotkaniu z niemiecką miną magnetyczną, która nim całkiem solidnie potrząsnęła. Mimo poważnych uszkodzeń 'Belfast' nie poszedł na złom, tylko trafił do stoczni na odbudowę (sic!) połączoną z modernizacją. Siostrzycę 'Belfasta', HMS 'Edinburgh', wojna pochłonęła,całe złoto transportowane na tym okręcie w jego ostatniej akcji prawie w 100% wydobyto. A Belfast w 1943 roku m.in. polował na TEGO 'Scharnhorsta', którego zatopiono w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Straszne. Z 'Scharnhorstem' zginęła prawie cała jego ostatnia załoga, nie wyłączając dowódcy, kmdr. Hintzego, i wiceadm. Beya.Na 'Belfaście' zginął w toku służby TYLKO JEDEN CZŁONEK ZAŁOGI, a po wojnie okręt okazał się 'w czepku zwodowany', bo starania brytyjskiego IWM o egzemplarz wieży artyleryjskiej z działami 6" (152 Mm) zakończyły się ZACHOWANIEM dla potomności CAŁEGO okrętu z CZTEREMA takimi wieżami. 🙂 Tak oto, zamiast na złom, Weteran z łowów na 'Szarnhorsta', trafił na czoło listy okrętów muzeów Europy. Zarówno grecki 'Georgios Averof', jak i tzw. moja 'Aurora' są od 'Belfasta' mniejsze.'Aurorę' nazywam 'moją', bo to ona porwała mnie 60 lat temu za sobą w świat okrętów i wojen, statków i żeglugi, katastrof i ratownictwa.
A TAK pisać nauczyliście mnie Wy, czy raczej Wasi cierpliwi Poprzednicy z naszych czasów, za co im serdecznie dziękuję. Wasz WMW 👽 👍 stąd


Stulecie naszej żeglugi na poważnie
12.10.2026 10:14Witam i donoszę, że w listopadzie bieżącego roku minie sto lat od założenia w Krakowie (!) przedsiębiorstwa armatorskiego pod nazwą Żegluga Polska.Pod jego flagą pływały od stycznia 1927 roku pierwsze naprawdę poważne polskie statki francuskiej budowy. Pierwszy z nich (o nazwie 'Wilno') przyprowadzili do Polski Dwaj Panowie S - Mamert Stankiewicz (1889-1939) i Włodzimierz Steyer (1892-1957), sławni i zasłużeni dla sprawy Morskiej Polski oficerowie.Z kresowych miast w historii żeglugi pod naszymi znakami zapisał się także Lwów, który przez szereg lat patronował pierwszemu naszemu żaglowcowi szkolnemu (i równocześnie JEDYNEMU kliprowi pod polską banderą). Jedyny nasz kliper w sierpniu 1923 roku po raz pierwszy poniósł naszą banderę za Równik. Kiedy 'Lwów' prowadzony przez kpt. T. Ziółkowskiego (1886-1940) przecinał Równik w drodze do Brazylii, do Gdyni zawinął pierwszy w historii jej portu obcy statek handlowy (niewielki francuski 'pasażer' 'Kentucky').Ciekawostka: stary 'Lwów' jeszcze istniał w najlepsze, kiedy jego następca z Hamburga rodem ('Dar Pomorza') odbywał najsłynniejszy ze swych ponad stu rejsów - ten dookoła świata (16.09.34-03.09.35)Pozdrawiam serdecznie Wasz WMW(gość od polskich rocznic morskich)👽 👍


Queen Mary - początek i koniec
12.10.2026 10:10Witam.
Służba 'Queen Mary' na oceanach potrwała od 27 maja 1936 do 11 grudnia 1967 roku, od wyjścia z Southampton w rejs dziewiczy po wykreślenie z brytyjskiego rejestru w Long Beach.
W roku przyszłym przypadnie 60 rocznica zakończenia regularnej pracy QM na Atlantyku.
Oto opowieść o pierwszym i trzydziestym pierwszym roku służby liniowca oznaczonego numerem stoczniowym 534.
Na jednej z dołączonych ilustracji widać pierwszą stronę artykułu o 'Queen Mary', jaki ukazał się w Morzu nr 6/68 z okazji zakończenia jej służby na Atlantyku.
RMS Queen Mary: rok pierwszy i rok ostatni
1 grudnia 1930 roku w stoczni John Brown & Co. odbywa się uroczystość położenia na specjalnie zbudowanej pochylni stępki pod budowę Nr 534. Jest to wówczas najdłuższa stępka, położona kiedykolwiek na pochylni w Wielkiej Brytanii. Pierwszy nit wbija w nią ówczesny dyrektor stoczni, pan Donald Skiffington, żywa legenda brytyjskiego okrętownictwa. Ogółem w cały kadłub zostanie wbitych aż dziesięć milionów nitów.
26 września 1934 roku kadłub Nr 534 zostaje uroczyście zwodowany w obecności Króla Jerzego V i Królowej Mary. Jej Wysokość osobiście dokonuje chrztu statku, nadając mu drugie ze swoich ośmiu (!) imion: ‘Mam zaszczyt nadać temu statkowi imię Queen Mary. Życzę powodzenia jemu, i wszystkim, którzy kiedykolwiek będą na nim pływać’. Następnie uruchamia mechanizm zwalniający stopery. "Queen Mary” jest pierwszym statkiem w historii swego armatora, nazwanym imieniem osoby żyjącej w chwili jego wodowania i ochrzczonym przez samą Patronkę. Po zejściu z pochylni kadłub statku zostaje wprowadzony do basenu wyposażeniowego stoczni.
Rok pierwszy (1936)
W południe 12 maja RMS „Queen Mary” zostaje oficjalnie przekazana przez stocznię armatorowi.
Jest ostatnim wielokominowcem Atlantyku, pięknym statkiem o tradycyjnych liniach, czarnym kadłubie z dziobówką, trzech kominach w „cunardowskich” kolorach i dwóch masztach. Ma 80,774 BRT, 1019,5' (310.7 m) długości, 118' (36 m) szerokości i 39' (11.9 m) zanurzenia, dwanaście pokładów, półtorej setki przedziałów wodoszczelnych i 2,139 miejsc pasażerskich w trzech klasach. Turboparowy napęd o mocy aż 212,000 KM, zasilany parą przez 24 wodnorurowe kotły i pracujący na cztery śruby, pozwoli jej na rozwijanie podróżnej prędkości prawie 29 węzłów! Załoga tego pływającego miasta liczy około 1,200 osób.
25 maja wizytę na pokładzie statku składają: Król Edward VIII, Królowa Wdowa Mary, Książę i Księżna Yorku (późniejszy Król Jerzy VI i jego żona Elizabeth), Księżniczka Elżbieta (późniejsza Królowa Elżbieta II), Książę i Księżna Kentu oraz Księżna Gloucester. Królowa Mary przekazuje swój osobisty sztandar załodze statku. Będzie on eksponowany na pokładzie liniowca przez cały okres jego służby; po czym zostanie przeniesiony na RMS „Queen Elizabeth 2".
27 maja o godzinie 16.33 czasu Greenwich RMS następuje wejście smoka na Stary Szlak: „Queen Mary” opuszcza Southampton, wychodząc w swą dziewiczą podróż do Nowego Jorku. Liniowcem dowodzi komodor Sir Edgar Britten (1874-1936). Załoga liczy 1186 osób. Na pokładzie statku jest 1742 pasażerów, w tym ponad stu dziennikarzy radia i prasy. Radiowcy z BBC prowadzą transmisje na żywo z takich miejsc, jak maszynownia, mostek, sterownia, czy główny salon pierwszej klasy. Zainteresowanie „Królową” przekracza Atlantyk: w historycznej podróży liniowca uczestniczą dziennikarze dwóch stacji radiowych z USA. O 20.47 statek zawija do Cherbourga, skąd wychodzi 39 minut po północy następnego dnia. W tymże porcie na „Królową” potajemnie okrętuje się pierwsza w jej dziejach pasażerka na gapę – dziennikarka z Kanady, która protestuje w ten sposób przeciwko wyłączeniu kobiet z ekip reporterskich, obsługujących dziewiczy rejs statku. U celu podróży opuści bez przeszkód pokład liniowca, a jej niezwykła przygoda obiegnie później łamy prasy całego świata. Na Atlantyku na „Królowej” odkryty zostaje jeszcze jeden „blinda” – 41-letni Frank Gardner, bezrobotny z Cardiff w Walii. Na pokład liniowca wchodzi jeszcze w Southampton, udając smarowacza, po czym ukrywa się w ładowni. Po znalezieniu załoga zatrudnia go, jako pomocnika w kuchni, lecz w Nowym Jorku pechowiec zostaje natychmiast aresztowany i odesłany z powrotem do Anglii.
1 czerwca, o 16.20 czasu lokalnego, „Queen Mary” wchodzi do basenu Cunarda w porcie nowojorskim. Czas przejścia między Bishop's Rock a latarniowcem Ambrose – 5 dni, 5 godzin i 13 minut. Z powodu mgły nie udaje się zdobyć Błękitnej Wstęgi Atlantyku w dziewiczej podróży, choć po wyjściu z mgły mechanicy liniowca robią, co tylko w ich mocy, by nadrobić opóźnienie i pokonać piękną francuską rywalkę. Powitanie w porcie nowojorskim jest jednak królewskie. M. in. jeszcze przed wejściem do portu nad statkiem kilkakrotnie przelatuje w swoistym geście pozdrowienia DC-2, za którego sterami siedzi słynny „as” z pierwszej wojny światowej, Eddie Rickenbacker. Z pokładu maszyny sypią się na „Królową” tysiące białych kwiatów. Z pomocą holowników liniowiec wchodzi do basenu i staje przy Pirsie Nr 90 na rzece Hudson. Delegacja Zarządu Cunard White Star Line z przewodniczącym Rady Nadzorczej Sir Percy Batesem i kapitanem Sir E Brittenem w składzie udaje się do nowojorskiego Ratusza, gdzie w obecności Markiza Milford Haven z małżonką następuje właściwe powitanie nowego statku przez Burmistrza Nowego Jorku, pana Fiorello LaGuardię. Tymczasem ciekawi Nowojorczycy zwiedzają stojący w porcie statek; opłata wynosi jednego dolara od osoby. Dochód wędruje na fundusz pomocy ludziom morza. „Queen Mary” przeżywa prawdziwą inwazję dziesiątków tysięcy ludzi. „Łowcy pamiątek” ogołacają statek ze wszystkiego, co tylko nie jest na stałe umocowane: statkowe popielniczki, sztućce, a nawet czajniczki do herbaty.
19-31 sierpnia, w podroży nr 6 (w trzy miesiące po rejsie dziewiczym) – załoga „Queen Mary” dopina swego i oficjalnie odbiera Błękitną Wstęgę „Normandie", pokonując dystans pomiędzy latarniowcem Ambrose a Bishop Rock u zachodnich wybrzeży Anglii w trzy dni, dwadzieścia trzy godziny i pięćdziesiąt siedem minut. Na dystansie liczącym prawie 3000 mil morskich statek rozwija średnią prędkość 30,63 w – wręcz niewyobrażalną dla jednostki o tonażu ponad 80,000 BRT!
Twardzi Francuzi zdobędą trofeum ponownie w 1937 roku.
* * *
Rok ostatni
W lutym i marcu „Królowa” odbywa dwie wycieczki. W kwietniu wielki swój dzień przeżywa sławny w swoim czasie port w irlandzkim Cobh: po raz pierwszy w jego historii zawija do niego liniowiec Cunarda typu „Queen” (RMS „Queen Mary”). W dniu 7 maja do Cunarda nadchodzi drugi list z Long Beach. W dniu 8 maja kapitanowie obu „Królowych” Cunarda otwierają zalakowane koperty z informacjami o decyzji armatora co do sprzedaży wielkich liniowców. Do siedziby armatora zaczynają napływać rozmaite oferty zakupu statków – m.in. ta od pewnego mieszkańca Teksasu, który proponuje zespawanie kadłubów obu „Królowych” i w ten sposób budowę największego na świecie katamaranu (!) W dniu 25 maja dochodzi do pierwszego spotkania przedstawicieli władz Long Beach i Zarządu Cunarda w sprawie ewentualnego zakupu „Queen Mary”. 27 lipca oferta zakupu statku przez miasto Long Beach za sumę 3,45 mln $ zostaje przyjęta. Tymczasem w dniu 20 września (po dwóch latach, dwóch miesiącach, dwóch tygodniach i dwóch dniach od położenia stępki) z pochylni stoczni Upper Clyde Shipbuilders (dawniej John Brown & Co.) w Clydebank spływa na wodę kadłub kolejnego liniowca dla Cunarda – mniejszej i krótszej, ale rewelacyjnej architektonicznie jednostki, mającej zastąpić „Queen Mary” w jego flocie. Statek oznaczony dotąd jako Job no. 736 otrzymuje imię „Queen Elizabeth 2”. Matką chrzestną jest Jej Wysokość Królowa Elżbieta II. 27 września „Queen Mary” zawija do Southampton, kończąc ostatnią w swej karierze podróż transatlantycką na Wschód. Jest to jej tysiączna trawersata Atlantyku! W dniach 29 września – 6 października „Królowa” odbywa wycieczkę z Southampton do Las Palmas i Gibraltaru, oznaczoną jako podróż nr 514. W dniach 13-19 października wyrusza na jeszcze jedną wycieczkę z Southampton do Las Palmas (podróż nr 515).
Wreszcie 31 października roku „Queen Mary”, prowadzona przez komodora Johna Treasure Jonesa (1905-93; 36. i ostatniego morskiego dowódcę liniowca) wypływa z Southampton w podróż nr 516, szczerze opłakana przez Brytyjczyków. Na pokładzie „Królowej” jest 1200 jej Najwierniejszych Pasażerów: popłyną wraz z nią! Honory oddaje m. in. Królewska Marynarka Wojenna, a tuż przed wyjściem w morze orkiestra Korpusu Królewskiej Piechoty Morskiej gra starą, szkocką pieśń pożegnalną „Auld Lang Syne”.
Ostatnia podróż „Queen Mary” – to jej najdłuższy rejs w czasach pokoju: statek przepłynie niemal 14600 Mm i zawinie do szeregu egzotycznych portów, m. in. Lizbony, Las Palmas, Rio de Janeiro, Valparaiso, Callao, Balboa i Acapulco.
Podczas okrążania Przylądka Horn łaskawy Posejdon składa legendarnemu statkowi królewski hołd, zsyłając zamiast sztormu jedynie opady deszczu. "Queen Mary" jest największym w dziejach żeglugi „pasażerem”, jaki okrążył Cape Horn, przewożąc wokół niego największą w historii liczbę ludzi. Pasażerowie opływają Horn oryginalnie, na przykład w autentycznym, londyńskim double-deckerze, jednym z dwóch wiezionych przez statek do Long Beach, i za... stosownymi biletami. Zebrane w ten sposób pieniądze trafiają następnie do jednej ze szkół w chilijskim Valparaiso, bliźniaczym mieście Long Beach.
Pan Dutch Miller, szef ratowników w Long Beach, podczas okrążania Hornu pływa sobie w basenie „Królowej”; w ten sposób zostaje pierwszym człowiekiem, który okrąża Horn... wpław. Na pokładzie „Queen Mary” powstaje oficjalny Klub Przyjaciół statku, którego celem ma być zachowanie jej wspaniałej tradycji.
W odległości pół tysiąca mil od Long Beach „Queen Mary” zostaje powitana kwiatami z powietrza, podobnie, jak w czerwcu 1936 roku w Nowym Jorku...
W dniu 9 grudnia w Long Beach, wśród jednostek witających „Królową”, jest m. in. USS „Long Beach”, pierwszy krążownik świata o tzw. 'atomowym' napędzie. O 12.07 czasu lokalnego, już przy pirsie portowym, komodor John T Jones poleca po raz ostatni 'odstawić maszyny'.
11 grudnia RMS "Queen Mary" zostaje oficjalnie wykreślona z rejestru statków brytyjskich i przekazana miastu Long Beach.
Morska służba liniowca dobiega w ten sposób końca.
W 2026 roku twardy i wspaniały statek WCIĄŻ ISTNIEJE.
STO LAT, „KRÓLOWO”!!!
WMW












